31 grudnia 2015

Pierwszy blok chemii podtrzymującej i postanowienia noworoczne!

Witajcie moi kochani!

Co u Was słychać? Ja wczoraj wróciłam ze szpitala. Jak wiecie musiałam w poniedziałek stawić się do szpitala na chemię. We wtorek mi ją podali, a po chemii musiałam mieć 24 h płukanek, żeby się wypłukać dobrze z chemii. Następny termin mam na 19 stycznia... Gdy byłam w szpitalu poznałam prześliczną, przesłodką, kochaną 3 letnią Lenkę. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Lenka choruję na ostrą białaczkę limfoblastyczną, była w szpitalu na podanie chemii. Ach...serce mi się rozrywa jak patrzę, na małe dzieci, które chorują na takie straszne rzeczy... Dziewczynka mnie od razu polubiła, bawiłyśmy się razem, karmiłam ją  po chemii dzieci tracą apetyt, ale miłe było to, że chciała ode mnie jeść. Jak ją karmiłam, byłam zauroczona ją). Postanowiłam jej dać w prezencie misia, bardzo cieszyła się z niego i nazwała go Kinia. (Lenka nie potrafiła wymienić mojego imienia "Kamila", więc mówiła na mnie Kinia lub Misia) Przesłodkie dziecko, bym mogła wymieniać, a wymieniać w niej zalety...   W dzień wyjścia ze szpitala postanowiłam jej pomóc i rodzicom, założyłam dla nich stronkę na facebooku, żeby ludzie mogli wpłacać dla niej pieniążki. O to ona --->  kiknij tutaj.


Ehh... Święta Bożego Narodzenia minęły jak pstryknięcia palcem... Tyle czekało się na nie od listopada. Sprzątało się, przyrządzało się różne wypieki, a teraz tak po prostu minęły. Niestety w Święta nie przytyłam...no jedynie 200 g. He he he. 
Teraz po chemii muszę brać 5 dni sterydy, czyli do soboty. Niestety cofnęła mi się cukrzyca polekowa, akurat w sylwester. Śmieję się, że po sylwku będę miała ponad 200 cukru w krwi, ale dobra bez przesady. Muszę siebie pilnować. Pewnie większość mnie oglądało oraz poznało mojego bloga w programie magazyn ekspres reporterów, który leciał we wtorek o godz. 21:50. Jak dla mnie reportaż wyszedł znakomicie... Super go zmontowali! Po programie miałam na moim facebooku, ponad 50 wiadomości, kilkanaście e-maili, kilkaset nowych polubień na fb oraz 3 tysiące nowych wyświetleń na blogu. To był dzień pełen wrażeń. Dziękuje Wam za te słowa wsparcia oraz za miłe wiadomości. Postarałam się wszystkim odpisać, a jak o kimś zapomniałam to przepraszam. Mam nadzieję, że nadal będziecie obserwować mojego bloga i śledzić moje dalsze losy. ;-)

Jak wróciłam wczoraj do domu, czekał na mnie o to ten prześliczny słonik, który został zrobiony własnoręcznie. Bardzo dziękuje! Jest prześliczny! 
Większość również pytała się mnie o adres, bo chcą wysłać mi listy lub małe upominki. Podam Wam po nowym roku, ponieważ muszę załatwić skrzynkę pocztową w mojej miejscowości. :-)

Dzisiaj jest 31 grudnia, czyli ostatni dzień w miesiącu i roku. Sylwester!
W ten dzień kupujemy różne przekąski, szampany (dla dzieci piccolo), umawiamy się z znajomymi, o północy strzelamy fajerwerki i składamy życzenia noworoczne, wypisujemy na kartce postanowienia noworoczne oraz bawimy się do białego rana. 
Ja dzisiaj idę na Sylwester do mojej przyjaciółki Klaudii, występowała również w programie ekspress reporterów. Klaudia zrobi dla mnie sałatkę, chociaż pamiętała o mnie. (Cukrzycy mogą jeść warzywa do woli, ponieważ cukier nie podwyższa się od nich). 

Teraz pytanie:
Czy Wy macie postanowienia noworoczne?
Ja mam. Skoro już 1/2 wyzdrowiałam, postanowiłam wypisać swoje postanowienia na nowy rok.

1. Jeść pięć razy dziennie.
2. Dieta lekkostrawna. (ograniczyć tłuszcze trans, smażone oraz cukry. Jeść więcej warzyw i owoców. Nie chcę, żeby przez własną głupotę nawrócił się nowotwór. RAK ŻYWI SIĘ CUKREM! Czasami nawet jak zjem małego cukierka to mam wyrzuty sumienia, że źle zrobiłam. 
3. Spróbować zostać laktoowowegetarianką. (Odmiana wegetarianizmu. W tej diecie można jeść produkty mleczne, ale nie można jeść mięs oraz prawdopodobnie ryb.)
4. Rehabilitacja nogi, sport oraz KONDYCJA. (ćwiczyć, aby poprawić sobie kondycję na lepszą, żebym mogła wspinać się po górach i zwiedzać różne ciekawe miasta. Uprawiać sport, ponieważ ruch to zdrowie no i rehabilitacja nogi, żeby zlikwidować przykurcz oraz chodzić normalnie.)
5. Pomagać nadal chorym dzieciom. (Umilać im czas w szpitalu, bawić się itp)
6. Wspierać fundację "Tak dla transplantacji", "DKMS" oraz Fundację Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
7. Pojechać na Śląsk. Odwiedzić moich starych znajomych no i szpital ŚCCS w Zabrzu.
8. Pojechać na Jasną Górę do Częstochowy, aby podziękować Bogu za prezent pod choinkę.
9. Pojechać do mojego kochanego Zakopanego, popatrzyć na Tatry oraz zajadać się pysznymi góralskimi oscypkami.
10. Uczyć się dobrze, żeby mieć wysoką średnią na świadectwie.
11. Uczyć się hiszpańskiego i angielskiego.
12. Polecieć do mojego ukochanego kraju HISZPANIA! ♥
13. Nigdy, przenigdy nie wziąć paznokci do ust, czyli nie obgryzać paznokci. (Obiecałam sobie, że jak wyzdrowieję to przestanę obgryzać paznokcie. Obym nie zapomniała się...)
14. Podróżować po całym świecie! ♥



A teraz życzenia na nowy rok:

Bardzo chciałabym życzyć wszystkim, aby ten rok był lepszy od 2015 r. Przede wszystkim dla tych, którzy w tym roku usłyszeli swoją diagnozę lub dziecka, że mają raka krwi albo jest ciężko chore. Oby ten rok dla Was był wyjątkowy, oby Wasze dzieci lub Wy w 2016 roku wyzdrowiały...bo czego życzyć więcej? Przede wszystkim zdrowia, spełnienia marzeń, szczęścia oraz spokojnego roku!

A dla nastolatków:

Zdrowia, szczęścia, dobrych ocen w szkole, szczerych przyjaciół, no i chłopaka lub dziewczyny? :-D
Jeszcze raz, życzę wszystkim szczęśliwego, spokojnego, a przede wszystkim dużo zdrówka w nadchodzącym roku!


PS. Wstawiam Wam moją ulotkę dotyczącą 1 %. Bardzo Was proszę o przekazanie dalej oraz o wpłaty pieniążków na konto fundacji. 



24 grudnia 2015

Wigilia i Boże Narodzenie!


Święta to magiczny czas. Dnia 24 grudnia spotykamy się wieczorem z rodziną i zasiadamy do wieczerzy. Dzielimy się opłatkiem, wypatrujemy pierwszą gwiazdkę, śpiewamy kolędy, wybaczamy sobie nawzajem, spożywamy karpia, rozmawiamy, szukamy Gwiazdora, a na końcu jak to większość dzieci rozpakowuje prezenty.
Uwielbiam ten czas! Przed świętami pieczemy różne wypieki m.in pierniczki, ciasta, jabłecznik albo paszteciki różnego rodzaju, ozdobiamy z rodzicami choinkę oraz dom na święta, słuchamy piosenek oraz oglądamy różne filmy świąteczne, po domu roznosi się piękny zapach korzenny lub mandarynek, za oknem prószy śnieg. (No akurat teraz nie...)
Ja już dostałam pod choinkę to co chciałam...w końcu wyzdrowiałam. Gdy, byłam mała to wiadomo jak każde dziecko jadło szybko kolację wigilijną i biegło do prezentów. Teraz mam 14 lat i stwierdziłam, iż prezenty dla mnie nie są tak ważne jak spotkanie się w gronie rodzinnym. Praktycznie nic nie robimy tylko rozmawiamy, ale dla mnie to jest wystarczające. Spójrzcie, można kogoś stracić przez jedną chwilę... Pamiętajmy o naszej rodzinie, rozmawiajmy z nią jak tylko się da. Trzeba jak najlepiej z nią żyć, nawet jak mają jakieś wady. Później mogą zostać tylko wspomnienia...
Najbardziej lubię w świętach, że mogę spotkać się z rodziną i praktycznie przez całe święta spędzam z nią. Co to święta bez tradycji, rodziny, a nie daj boże rodziców.
Ja się bardzo cieszę, że mogę w tym roku spędzić je w domu z rodziną, a najbardziej się cieszę z mojego prezentu.
Uwielbiam również kupować i dawać komuś prezenty. Bardzo lubię jak się cieszą z nich.
W dzisiejszym poście, chcę Wam przekazać, że trzeba szanować oraz doceniać swoją rodzinę oraz w tym dniu nie są najważniejsze prezenty. Świąteczny czas jest magicznym oraz pięknym czasem!

Życzę Wam Spokojnych, Wesołych, a przede wszystkim Zdrowych Świąt. Dla tych, którzy chorują na nowotwory lub na inne ciężkie choroby... Życzę im, żeby Narodzony Jezusek sprawił, żebyście pokonali chorobę oraz, żeby dał Wam ogromną siłę do walki z chorobą. Pamiętajcie, nie poddawajcie się, bo choroba może wygrać, a chyba tego nikt nie chcę. Jak będziecie dążyć do celu to go osiągnięcie. Tylko trzeba w to wierzyć. Również życzę spełnienia marzeń, szczęścia, niezapomnianych przygód oraz smacznej wieczerzy ze swoimi bliskimi.







Wesołych Świąt!
Merry Christmas!
Feliz Navidad!
Joyeux Noel!






23 grudnia 2015

Paszteciki z pieczarkami!

Witajcie!

Wczoraj byłam na rozmowie u Profesora, co dalej... I wiecie co? Bałam się, że znowu będą jakieś negatywne wiadomości, a tutaj same dobre. Po świętach muszę się stawić do szpitala na 2-3 dni na chemię jednodniową. Będę dostawała 4 bloki oraz 3-4 tygodnie przerwy od chemii. Również będę brać sterydy, ale tylko pięć dni po chemii. Jestem zadowolona, w końcu wrócę do normalnego życia oraz będę miała normalnie indywidualne nauczanie. Nawet będę mogła wyjechać w odwiedziny do Zabrza oraz do innych miast. Na dzień dzisiejszy nie potrzebuję przeszczepu szpiku,ani dawcy. Jednak nadal będę angażowała się w różnych akcjach. Może komuś innemu uratuję życie...
Oczywiście po czterech blokach, będę miała znowu kontrolne badanie PET, ale tym się, aż tak nie przejmuję.... Życie jest piękne! Nie można tracić nadziei we wyzdrowieniu... trzeba być cierpliwym... Ja osiągnęłam swój cel. :-)



Dzisiaj nie tylko przychodzę do Was z wieścią co u mnie słychać, ale też z przepisem na świąteczne paszteciki z pieczarkami. Przepraszam, że tak późno dodaję, ale robiłam porządki oraz wypieki na święta. Święta są super, ale dzień przed Wigilią to "dramat". Hi Hi Hi. Ale co tam... marzyłam o tym odkąd zachorowałam na chłoniaka. Heh...fajnie to mówić w czasie przeszłym. :-D
Zaczynajmy...



                                                             Paszteciki z pieczarkami:


Czas przygotowania: ok. 2 h                                      Dla ilu osób: wychodzi ponad 20 sztuk


Co będzie nam potrzebne:

- 40 g drożdży
- pół szklanki mleka
- 2 szczypty soli
- 2 łyżeczki cukru
- 2 jajka
- 500 g mąki pszennej
- 100 g rozpuszczonego oraz przestudzonego masła

Farsz:
- 1 kg pieczarek (bardzo lubię pieczarki, więc możecie o 200 g mniej dać :-P)
- 2 cebule
- ulubione przyprawy do smaku

Dodatkowo:
- jajko do posmarowania



  1. Najpierw rozkrusz drożdże do wysokiej miski, wsyp cukier oraz wlej ciepłe mleko. Dokładnie wymieszaj i odstaw na 30 min do wyrośnięcia.
  2. W między czasie w innej dużej misce wsyp pozostałe składniki. Gdy rozczyn drożdżowy będzie gotowy, wlej go do dużej miski z pozostałymi składnikami i całość dobrze wymieszaj i zagnieć.
  3. Gdy ciasto będzie już gładkie, przykryj miskę ręcznikiem i odstaw je do wyrośnięcia na 1 h.
  4. W tym czasie przygotuj farsz na paszteciki. Pieczarki oraz cebulę umyj i pokrój na dobne kawałeczki. Następnie na rozgrzanej patelni podsmaż cebulę, gdy będzie już szklista dodaj pieczarki. Dopraw warzywa swoimi ulubionymi przyprawami. Można dodać więcej soli, ponieważ ciasto jest mało słone.
  5. Wyrośnięte ciasto wyjmij z miski oraz przez chwilę zagniataj. Podziel je na 4 części. Jedną z nich rozwałkuj je na cienki placek oraz wyłóż farsz na środku ciasta. Zwiń paszteciki w rulon,a później ostrym nożem pokrój na kawałki. ( ok. 6 )
  6. Gdy paszteciki będą już gotowe, posmaruj każde z nich jajkiem i wyłóż je na blachę. ( Nie zapomnij o papierze do pieczenia)
  7. Piecz paszteciki w rozgrzanym piekarniku do 180 stopni przez 20-25 min.
  8. Na końcu poczęstuj rodzinę swoim wypiekiem. 

Ps. Niebawem kolejny post o Wigilii oraz Bożym Narodzeniu. ;-)

Wesołych Świąt!
Merry Christmas!
Feliz Navidad!
Joyeux noel!




Smacznego! :-)




                                                     








19 grudnia 2015

Pomoc dla Doroty - akcja: wysyłanie karteczek!

Witajcie!

Ja dzisiaj piszę post z pomocą dla Doroty. Postanowiłam pomóc jej, chociaż przez dodanie takiego wpisu na bloga. Dorota choruję na raka nadnerczy, znowu ten potwór "rak".  Jest jednym przypadkiem na milion. Ma kochającego męża oraz dwie córki. Jedno z jej marzenia jest dostać 1000 kartek od ludzi z całego świata. Na dzień dzisiejszy uzbierała już ok. 213 kartek, ale jeszcze dużo brakuje do 1000. Bardzo proszę Was moi czytelnicy, abyście wysłali chociaż jedną kartkę do Doroty. To nic nie kosztuje, a na pewno ją uszczęśliwi... Warto pomagać! ;-)

Teraz kilka słów od Doroty:

Witam serdecznie!

Nazywam się Dorota, choruję na raka nadnerczy, Hmmm jestem jedną osobą na milion, bo takie są statystyki mojego nowotworu, jestem zmuszona do końca życia brać chemioterapie i hormony zastępcze. Oczywiście, wierzę, że przyjdzie taki czas i nie będę musiała brać tych wszystkich tabletek. Mam spisanych na kartce 30 marzeń i życzeń, które chciałabym spełnić jedno z nich jest takie, aby dostać od ludzi z całego świata 1000 kartek lub laurek z życzeniami lub pozdrowieniami. Naprawdę każda osoba się liczy im więcej osób tym lepiej, więc jeśli nie sprawiło by Wam problemu wysłanie mi kartki i przekazania innym osobom mojej prośby było by mi bardzo miło. Naprawdę każdego dnia, kiedy zaglądam do skrzynki pocztowej jest dla mnie czymś cudownym, bo wiem że myślę tylko o kartkach i zapominam o chorobie i bólu. Więc jeśli nie sprawi to nikomu żadnego problemu i kłopotu spełnić choć trochę moje marzenie to podaję dane.

Adres:

Dorota Magrian
Apartament 12 RATHBONE COURT
477 STONEY STANTON ROAD 

Coventry Cv65ea England

Dostałam już kartki od znanych ludzi i też zwykłych osób. Przepraszam nie zwykłych. bo każdy człowiek jest dla mnie cudowną osobą. Pozdrawiam serdecznie i życzę dużo zdrowia, bo jak jest zdrowie to jest wszystko Dorota.
Ps. proszę podaj dalej i dołącz do Nas tak jak ostatnio Ewa Wachowicz, jury Top Chef, Igor z LemON, Agnieszka Maciąg Emotikon wink





17 grudnia 2015

Wynik PET ujemny... co dalej?

Witajcie!

Większość z Was pewnie już wie, że moja walka odniosła się sukcesem. Powiedzmy, że 1/2 już wyzdrowiałam, W poniedziałek opublikowałam na moim blogu drugi list do choroby  informując Was, iż wygrałam bitwę. Dziękuje Wam wszystkim za te niesamowite komentarze, gratulacje, trzymanie kciuki i modlitwy. Poprzedni post odniósł 6624 wyświetleń. To jest rekord odsłon z wszystkich postów, które opublikowałam. Również dostawałam od Was mnóstwo pytań typu:

Czy już jesteś całkiem zdrowa? 
Czy wracasz do szkoły?
Czy już nie musisz iść do szpitala?
Czy nie będzie już potrzebny dawca szpiku?
Czy nadal będziesz kontynuowała pisania bloga itd...

Chcę Wam coś wyjaśnić... Udostępniłam ten list, ponieważ fakt osiągnęłam swój cel. Wynik PET-a jest pozytywny, ale też on ma być motywacją dla innych ludzi. Dla tych, którzy również walczą z ciężką chorobą oraz, gdy mają tzw. doła psychicznego i mają zamiar się poddać to chcę, żeby przeczytali sobie ten list i uświadomili, że muszą nadal walczyć, aby osiągnąć zwycięstwo.
Co do tych pytań, które mi zadaliście. Nie, nie jestem całkiem zdrowa. Jak każde dziecko onkologiczne będę musiała brać jeszcze kilka chemii, nie wiem ile jeszcze będę miała bloków.

Czemu będę brać chemię? 
Każde dziecko po tzw. wyzdrowieniu musi brać chemię podtrzymującą, aby za przeproszeniem te cholerstwo się nie cofnęło. Jak na razie nie wiem, ile będę miała tych bloków chemii oraz nie wiem jaką... Czekamy z rodzicami na wieści od Pana Profesora na decyzję.
Gdy, już całkiem wyzdrowieje będę miała pół roku nauczania indywidualnego.
Co do dawcy szpiku... Najpierw myślałam, że nie będzie potrzebny, ale Pani Doktor powiedziała, że w razie czego mamy szukać. Nie wiemy jaki los nam czeka... Czasami nawet zastanawiam się, że ten przeszczep szpiku byłby nawet lepszym wyjściem, ponieważ gdy wyzdrowieję to żyjemy cały czas w strachu, żeby nie było nawrotu chłoniaka, a gdy mi przeszczepią szpik jest mniejsze ryzyko na cofnięcie się nowotworu, ponieważ komórki od dawcy szpiku będą zabijać te nowotworowe. No, ale zobaczymy co dalej...
Na dzień dzisiejszy jestem zdrowa, ponieważ na PET-e nie świecę, czyli nie mam żadnych nowych ognisk zapalnych. PET polega na tym, że wykazuję ogniska zapalne, nie musi to być nowotworowe. Gdy jest pokazane chociaż jedno ognisko zapalne to robią Tobie biopsję, żeby przekonać się czy to jest nowotworowe,

Wczoraj była u mnie Wirtualna Polska. Nagrywaliśmy materiał o mnie oraz zachęcałam osoby do zapisywania się do rejestru dawców szpiku. Materiał będzie opublikowany jutro, czyli w piątek. Na pewno wrzucę Wam linka na facebooku. Więc śledźcie mój profil... :-)
Również w ten weekend był opublikowany wywiad z Agnes Malinowsky. Wywiad jest krótki, ale jeśli macie ochotę przeczytać to wklejam Wam linka do bloga. kliknij tutaj. :-)

Jeszcze chciałabym coś napisać... Ostatnio dużo mediów opublikowało, że jestem już "całkiem" zdrowa. Bardzo chciałabym, jeśli coś chcecie opublikować o mnie to proszę skontaktujcie się ze mną poprzez e-maila lub facebooka. Wiem, chcecie dobrze udostępniając newsa, ale to nie znaczy, że nie potrzebuję dawcy szpiku. Całkiem jeszcze nie wyzdrowiałam. Fakt, wygrałam bitwę, ale nadal muszę walczyć, żeby nie było nawrotu chłoniaka. Więc, jeśli chcecie coś opublikować na mój temat to skontaktujcie się ze mną, a ja Wam powiem dokładniej co dalej...
A Wy nadal trzymajcie kciuki i módlcie się, żeby ten "gad" nie powrócił oraz żeby cały czas wyniki były dobre. ;-) ♥

Ps. Oczywiście, gdy wyzdrowieję nadal będę pisać bloga. Nie martwcie się, nie opuszczę Was. hihihi :-D ♥


Z ekipą telewizyjną Wirtualna Polska. :-)




Zima w mojej miejscowości... Jest pięknie! ♥

Wygłupy z przyjaciółką Klaudią... Pisałam o niej w poście Telewizja-ekspres reporterów. :-)



14 grudnia 2015

To już koniec...

Ja Kamila Makowska, która pokonała białaczkę i przeżyła przeszczep serca. Nie dałam się tobie pokonać.


Pomimo, że byłam w stanie depresyjnym -nie dałam się.
Pomimo, że chciałaś moją rodzinę i mnie załamać psychicznie -nie dałam się.

Pomimo, że poznałam się na ludziach -nie dałam się

Pomimo, że straciłam wszystkie włosy i nie jestem już taka piękna -nie dałam się.

Pomimo , że mam teraz bliznę 10 cm na brzuchu -nie dałam się.
Pomimo, że nie mogłam jeść prawie miesiąc -nie dałam się.
Pomimo, że straciłam siły i kondycję -nie dałam się.
Jak napisałam w pierwszym liście, będziesz schodziła w dół, w dół. aż na dno. W końcu spadłaś na te dno, a ja osiągnęłam cel.

Ja Kamila Makowska pokonałam białaczkę, przeżyłam przeszczep serca oraz zwyciężyłam walkę z chłoniakiem. Założyłam bloga, stałam się motywacją dla wielu ludzi, pomagałam innym, wierzyłam w siebie oraz się nie poddałam. Teraz mogę się nazwać królową oraz zwyciężynią tej walki. W końcu mogę powiedzieć, że jestem zdrowa. Wynik PET-a w końcu jest pozytywny. Bóg jest Wielki, pomógł mi w walce z Tobą.
Jestem Kamila Makowska, która odniosła sukces w walce oraz, która nigdy się nie poddaje i nie podda...

12 grudnia 2015

Chcę pod choinkę...

Większość dziewczyn w moim wieku, marzy o chłopaku, iPhone, laptop, dobrej reputacji w szkole itp.

Czego może pragnąć chora dziewczyna na chłoniaka?

Przede wszystkim, żeby wyzdrowieć. Mieć normalne życie jak jej rówieśnicy, chodzić do szkoły, spotykać się z przyjaciółmi, chodzić po marketach z koleżankami, a w wakacje wyjechać z rodzicami za granicę i pluskać się w basenie lub morzu.
Czasami spotykam się z ludźmi, którzy cały czas na coś narzekają wtedy mówię sobie w myślach: " Boże, jakie ty masz problemy, powinnaś zobaczyć oddział onkologiczny i zobaczyć przez co dzieci muszą przechodzić."
 Smutne to jest, że ludzie nie zdają sobie z tego sprawy... Każde dziecko, które jest ciężko chore marzy o zwykłym, tzw. ponurym życiu, a większość ludzi na nie narzeka.
W czwartek miałam badanie PET, teraz czekam na wyniki... Na wyniki czeka się 5 dni.

Czego ja i moja rodzina pragnie pod choinkę?

Żebym w końcu wyzdrowiała... Teraz człowiek jest bezsilny, nic nie może zrobić pozostało tylko czekać. Prezenty, które dostanę na gwiazdkę, są błahostkami. Moim największym prezentem będzie wyzdrowienie. Marzę o tym, żeby w końcu Pani doktor nam powiedziała, że wynik jest pozytywny i się nie świecę. Następny raz do szpitala chcę iść na kontrolę, ale nie na kolejną chemię. Nie chcę piąty raz iść na kontrolne badanie PET.

 Podczas PET-a cały czas powtarzałam sobie, że "musi być dobrze", czasami miałam chwilę zwątpienia, ale szybko pozbywałam się tych pesymistycznych myśli... 
Jak nie dla mnie, to zrób to Boże chociaż dla mojej rodziny. Spraw, żeby oni byli szczęśliwi. Nie dawaj kolejny raz im kopniaka. Nie chcę, żeby znów cierpieli... Zrób to chociaż dla moich rodziców, wujka, babci i innym. O niczym więcej nie marzę... Tylko, żeby w końcu wyzdrowieć. Zrób mi ten prezent pod choinkę. W końcu wszyscy mówią, że święta są magicznym czasem...






9 grudnia 2015

Mała prawda o mnie.

Witajcie!

Chciałabym napisać parę słów o mnie.

Jestem Kamila. Mam 14 lat. Jak wiecie zachorowałam trzeci raz, ale na chłoniaka Burrkita IV stopnia. W czerwcu postanowiłam założyć bloga, udostępnić mój list do choroby, moje przemyślenia itd. Jestem zwykłą nastolatką, która lubi marzyć. Kilka dni po założeniu napisałam do Pani Martyny Wojciechowskiej, żeby przeczytała mojego bloga. Pani Martyna tak się zachwyciła, że postanowiła udostępnić go na swoim facebooku. Mój blog odniósł sporo wyświetleń. Miałam dużo propozycji współpracy m.in wystawa "moja autoterapia", która odbyła się 10 września w Bydgoszczy w kinie Helios. Poznałam Mateusza Lasiowskiego, czyli Lasio Companije, pisałam do różnych aktorów, piosenkarek, ale tylko o przeczytanie bloga, a nie o wypromowanie. Nazwano mnie motywatorem. Moi przyjaciele, znajomi oraz rodzina są ze mnie dumni z mojej siły, z mojego bloga oraz że się nie poddaje. Pojawił się problem...Co niektórzy zaczęli mnie naśladować... tak samo się zachowują, piszą bloga i też chcą być motywacją. Dla mnie to jest spoko... Fajnie, że motywuję większość ludzi do walki z chorobą oraz do życia, ale tu też chodzi o rywalizację... Kto jest lepszym motywatorem, Kto ma więcej wyświetleń lub komentarzy itp. Może tak nie jest, ale ja tak odbieram. Również nie chcę, żeby przez jakieś plotki ktoś przestał mnie lubić, a nie są prawdą. Skoro chcecie wiedzieć to coś Wam powiem. Nie chodzi mi o żadną rywalizację kto ma więcej wyświetleń lub polubień. Mam to za przeproszeniem gdzieś. Nie czuję się jakąś gwiazdą, że np. mam 94 tyś. wyświetleń na blogu. Jestem zwykłą nastolatką, nawet nie spodziewałam się, że ktoś nazwie mnie motywacją.
Piszę bloga, ponieważ mam taką potrzebę i lubię... Teraz w sumie się cieszę, że mój blog ma taki duży odzew, bo gdyby nie on to by na pewno nie było, aż tylu akcji w poszukiwań dawców szpiku dla mnie i dla innych. Z akcji w Siedlcach, Bydgoszczy, Dziadowej Kłodzie oraz Achuan w całej Polsce wyszło, że zarejestrowało się 6249 potencjalnych dawców. Więc kochani skoro byście chcieli się coś dowiedzieć o mnie albo jakbyście słyszeli jakąś "fałszywą" plotkę na mój temat to proszę, możecie do mnie napisać na facebooku. Zapytać się czy to jest prawda. Ja postaram się odpisać.
Dla tych osób, którzy naśladują mnie itp. Życzę im zdrowia.. Pozdrawiam!

Telewizja- ekspres reporterów.

Witajcie!

Wczoraj przyjechała do mnie telewizja z programu ekspres reporterów. Mieli nakręcić o mnie program, żeby większość ludzi zapisywała się do bazy dawców szpiku. Czułam się jakbym była na planie filmowym typu rodzinka.pl, ponieważ miałam scenariusz co mam robić oraz w moim domu był sprzęt do nagrywania materiału. Telewizja przyjechała do mnie z Warszawy. Byli u mnie po godzinie 16, a zakończyli pracę po godzinie 23. Całe 8 godzin na nogach,.. teraz już wiem jak się czują aktorzy. Hi hi hi. Na początku bardzo się stresowałam, ale panowie od telewizji byli bardzo sympatyczni i po godzinie mój stres minął. Stwierdzili, że jestem bardzo szalona i zwariowana. No tak to jest jak cały czas się wygłupiałam. He he he. Bardzo mnie się podobała praca aktorska pomimo, że po paru godzinach miałam już dosyć i najchętniej chciałam się położyć spać, ale dałam radę... :-D
 W reportażu również występowała moja przyjaciółka Klaudia.
Niestety Ola o której Wam pisałam w poście o przyjaciołach nie mogła przyjechać, ponieważ wstydziła się oraz przeziębiła. Klaudia też jest moją przyjaciółką.
Zawsze, gdy się spotykamy rozmawiamy o naszych sekretach i pomagamy sobie nawzajem, ale wróćmy do tematu o telewizji. Kilka razy musiałam nagrywać tą samą scenę, ponieważ światło źle wpadało na mnie albo ja się pomyliłam. ( to akurat było najczęstszym powodem powtarzania scen ) Zdradzę Wam parę scen co musiałam zrobić. Jedna z scenek była jak pieczę ciasto z Klaudią i się wygłupiamy, druga ze scenek to była jak w łazience przymierzam różne ciuchy oraz maluje się, a trzecia to jak powtarzam hiszpański na głos. Resztę dowiedzie się w filmie, który ma być puszczony na TVP 2 przed świętami. Na pewno dam Wam jeszcze znać, gdy będę wiedziała już na 100 %.
 W reportażu nie tylko będzie o mnie, ale też o chłopcu Kubie. Opowiem coś Wam o nim.

Kuba jest ode mnie rok młodszy i mieszka pod Wrocławiem. Zainteresował się moim blogiem i zorganizował dla mnie akcję poszukiwań dawcy w swojej szkole. Najpierw myślałam, że to chłopak, który również chorował i postanowił pomagać innym, a tutaj okazuję się, że nie... On jest zdrowym chłopakiem. Jestem pod wrażeniem jego chęci, przecież by nie musiał organizować dla mnie tej całej akcji. Mógłby się zająć swoimi prywatnymi sprawami typu: spotykania się z kolegami, ale pomimo tego zrobił to i mi pomógł. Kubo, jeśli to czytasz to dziękuje Tobie i innym za zaangażowanie się w tą całą akcję. Nie znałeś mnie i dzieli nas przeszło 400 km zrobiłeś to. Dziękuje Tobie bardzo!


Teraz Wam wstawię parę zdjęć tzw. planu filmowego oraz z ekipą. :-)




Miłego Dnia! ;-)


6 grudnia 2015

Mikołajki.

Witajcie!

Dzisiaj jest 6 grudzień, czyli Mikołajki. Dla wielu dzieci i młodzieży ten dzień jest wyjątkowy. Z rana dzieci szukają prezenty w butach od Mikołaja.
Mnie w piątek wypuścili ze szpitala. Doktorzy zrobili mi prezent. Gdy byłam w szpitalu było mi bardzo smutno, że kolejne Mikołajki spędziłabym w szpitalu. Rok temu niestety spędziłam cały grudzień w szpitalu... Mikołajki, wigilia, Boże Narodzenie oraz Sylwester. Ten świąteczny klimat w szpitalu mnie tylko dołował. Miałam ochotę przewrócić szpitalną choinkę i się rozpłakać. No, ale jestem w domku. Dostałam mnóstwo prezentów od rodziny i znajomych. Dzisiaj również ubrałam choinkę. Może trochę za wcześnie, ale co tam... W końcu nadrabiam zaległe oraz tegoroczne święta. Kocham ten klimat świąteczny... Różne filmy, zapach pomarańczy, pierniki, choinka, piosenki typu: Wham- Last Christmas, a przede wszystkim, że mogę je spokojnie spędzić z rodziną. Bardzo się cieszę, w końcu mogę być w domu...

A wy jak spędziliście Mikołajki oraz co dostaliście? Prezenty? Słodycze? Pochwalcie się w komentarzu. :-D

O to rzeczy, które dostałam od Mikołaja.


Jeden z prezentów był ten śliczny bałwanek zrobiony na szydełku. Kocham takie rzeczy. ❤


Oraz choinka. ❤


Życzę wszystkim... Wesołych Mikołajek!

3 grudnia 2015

Ponowny spadek wyników.

Witam!

Postanowiłam napisać na blogu, ponieważ tydzień temu był mój ostatni wpis. Niestety jestem w szpitalu.  Trafiłam na oddział, wieczorem w niedzielę. A dlaczego? Powiedzmy, że to dołek. Spadły mi wyniki i śluzówki mi się odezwały. Myślałam, że dołek tym razem ominę, ale niestety. Byłam zła, że trafiłam do szpitala, ponieważ na ten tydzień miałam dużo planów m.in we wtorek był koncert Lasia Companiji, który odbył się w Bydgoszczy w Szkole Integracyjnej oraz miała do mnie przyjechać telewizja, żeby nagrać materiał o poszukiwaniu dawcy szpiku dla mnie.
W dzisiejszym poście, chcę Wam opisać co robiłam w szpitalu przez ten tydzień.

Poniedziałek:

W poniedziałek była zabawa w szpitalu z okazji Andrzejek. Dla dzieci oraz młodzieży była to niesamowita atrakcja. Ja również brałam udział w zabawie. Topiłam wosk, losowałam imię chłopaka oraz wróżby. Z wosku wyszedł mi Półwysep Iberyjski, tak zdecydowałyśmy z mamą. Wróżby mi pokazały, że będę bogata, sławna oraz, że jestem ambitna i odpowiedzialna. Imię chłopaka wylosowałam Norbert. Jak na razie nie znam żadnego Norberta. Ta zabawa zdecydowanie mi poprawiła humor w poniedziałek.




     Wtorek:

We wtorek byłam smutna, że nie mogłam pojawić się na koncercie Lasio Companija, ale Mateusz Lasiowski odwiedził mnie w szpitalu. Podarował mi w prezencie maskotkę - tygryska. Na sali ze mną była również Martynka Franz. Razem z Mateuszem i Martynką szaleliśmy, graliśmy oraz wygłupialiśmy się. Dziękuje Mati za odwiedzinki. Uwielbiam Cię!



     
         Środa:

Miałam mieć badanie PET, ale przełożyli mi na następny tydzień z powodu stanu zapalnego. W środę Razem z mamą robiłyśmy kartkę świąteczną, która miała być na konkurs oraz bawiłam się z moją współlokatorką Martynką. Grałyśmy w grę Dobble, wygłupiałyśmy się oraz Martynia malowała mnie swoimi kosmetykami, które dostała od swojej mamy. Bym wrzuciła Wam zdjęcie jak mnie wymalowa, ale niestety nie zdążyłam zapisać ze snapa.



       Czwartek:

Martynka została wypisana do domu, zostałam na sali sama. Dzisiaj przyjęłam naukę i odrabiam zadania domowe, żeby się nie nudzić. Bym chciała pójść pobawić się do małej dziewczynki Julki, ale niestety wyniki jeszcze mi nie pozwalają. Mam izolację. Jutro mam pobieranie krwi i od tego zależy czy pójdę do domu, chociaż wątpie...



Taki mały wpis ode mnie. Co robiłam przez ten tydzień w szpitalu.  Mam nadzieję, że Wam się spodoba. :-)